Etykiety
- Galeria autorska (130)
- Galeria jednego dzieła (43)
- Prace studentów i uczniów (124)
- Uporządkowane martwe natury (23)
- Wiedza o kulturze (29)
- Wiedza o sztuce (24)
- Wydarzenia (107)
- Wypowiedzi myślicieli (4)
- Zapiski osobiste (21)
- Zbierkowskie i okoliczne pejzaże (19)
- Życzenia (51)
niedziela, 23 grudnia 2018
czwartek, 20 grudnia 2018
wtorek, 18 grudnia 2018
czwartek, 13 grudnia 2018
środa, 5 grudnia 2018
wtorek, 20 listopada 2018
wtorek, 6 listopada 2018
piątek, 26 października 2018
czwartek, 18 października 2018
Po pierwsze i ostatnie, liczba dwa pojawia się w tej opowieści anegdotycznej jako określająca liczby istotnych zjawisk. Już nie jeden, czy trzy, ale też nie Trójca Święta, czy siedem i nie daj Boże sześć. Za drugim podejściem wszystko się zdarzyło. Zwycięski okrzyk "śmierć" padł z moich ust, jak w słynnym filmie “Władca Pierścieni”, gdy moralnie wyżej stojący od prymitywnych i tylko instynktownych Orków ludzie, krzyczeli na stoku góry pod murami miasta przed bitwą rozstrzygająca jego oblężenie. Niezapomniane to przeżycie, ale podparte istnieniem we mnie sumy archetypów psychicznych: wiedzy, intuicji I spostrzegania. O empatii nie wspomnę.
Drugi raz podchodziłem do inwazji uroczych, idealizowanych I personikowanych biedronek pojawiających się jesiennie w domu u mnie na wsi: drugi raz dzisiaj i drugi w historii 10 letniego tu pobytu. A to dziś właśnie po fali zwątpienia i po stwierdzeniu że elektroluks który w kolorze niebieskim zalegał podłogę w schowku przed wyrzuceniem niechcianym, zwłaszcza że jestem człowiekiem: “chomikiem” i tą no... “sową”, nie działał za mocno. No słabo wciągał. Drugi raz! Ale się zawziąłem i to nie zważając przy tym na nakazy z empatii płynące o ochronie życia wszelakiego- ale nie w wymiarze naiwnym postmodernistycznym, tylko od biblijnym czy od buddyjskim. Wiadomo istnieje “waga empatii”, ale nie tylko w bajkowym I infantylnym wymiarze. A słynąłem z tego przed samym sobą, że zawsze muchy ratowałem przez spłynięciem w zlewie z potokiem wody od naczyniowej, czy właśnie biedronki przed upadkiem zupełnym, ale geometrycznym i nawet robaszki gnojne, urocze w wizualności połyskliwych błękitnych odwłoków błękit nieba odbijających (z nieba do obornika- co za upadek). Wyczyściłem i udrożniłem ten elektroluks i zaczęła się inwazja i eksterminacja, co do wędrujących za celem tam i z powrotem i dla nas bezsensownie, czerwonych punkcików na ścianie. I nawet mi nie przemknął obraz mnie samego w trumnie z biedronkami po mnie łażącymi, co by się stało, gdyby się rozpleniły do końca i ekstremalnie u mnie w pokoju zamkniętym może szczelnie, gdzie czytuję różne pisma, tylko raczej pojawiło się wspomnienie moich fascynacji buddyzmem i reinkarnacją według której zbrodniarze cofają się w szeregu żywotów w następnym do zwierzęcego, na przykład właśnie do owadziego. Pomyślałem też o psychopatach znanych i tych niewielu którzy są artystami, Macie za swoje eeee... Kaligilo, Dzingis Chanie, Hitlerze, Stalinie, Leninie, może Markizie de Sade którego książki czytałem z lekką fascynacja i obrzydzeniem- onegdaj i macie innego gatunku psychopatyczna hołoto. Niech żyje empatia w sprzecznych warunkach żywota powiedziałem do siebie na końcu procesu i poszedłem wyrzucić zawartość pojemnika z elektroluksa na śmieci ale tak, aby resztki biedronek które przeżyły mogły wyjść na wolność.
środa, 17 października 2018
Giorgione "Spiąca Wenus", olej na płótnie, 1509 r., 108,5x 175 cm, Galeria Narodowa Drezno.
Giorgione "Spiąca Wenus",
Temat uniwersalny- akt kobiecy, Giorgione jako pierwszy określił w tej postaci, tak śpiącej pięknej kobiety, i to w otoczeniu odrealnionym i idealizowanym, na wzór renesansowego sposobu przedstawiania przestrzeni. Odrealniona to scena, bowiem kto z nas śpi w naturalnym otoczeniu, w takiej draperii ustawionej na podłożu ziemi? Idealizowana, bo pejzaż przedstawiony jest tu nienaturalnie piękny- uporządkowany.
Przedstawienie starożytnej bogini miłości Wenus- w tym ujęciu jak i omawianym wcześniej ujęciu Tycjana przyobleka się w takie właśnie otoczenie współczesne autorowi i takie ułożenie ciała gdy kobieta przysłania sobie przyrodzenie., z gestem na owe czasy szokującym, a dzisiaj tylko rozczulającym,
W obu przypadkach to malarstwo światłocienia z kolorem stonowanym światłem ciepłym, żółtym, jakby zachodzącego słońca. Czy ten charakter światła mógł mieć w zamierzeniach autorów wyraz symboliczny, tak jak symboliczny i pełen wymowy może być rytm spiralny, czy różne postaci przedmiotów będących zatem atrybutami? Oczywiście że tak.
Pięknie i niepowtarzalnie namalowana to postać z zamkniętymi oczami i pełna spokoju. Jeszcze nie nastąpił mroczy czas baroku, z tylnymi planami ciemnym, ze skrótami perspektywicznymi czy z ruchem pozornym wydobytym na przykład skosami, lub gestem postaci.
A materia malarska w tej pracy jest niepowtarzalna, bo wydobyta malowaniem olejnym- laserunkowo impastowym. A kompozycja wyrafinowana, a plany ustawione czyli zróżnicowane. Zastosowana w tym akcie dwuznaczność nie narzucająca się od razu, polega na erotyzmie, jako połączeniu pięknego powabnego ciała z uduchowieniem i wyrazem nieobecności, może być następstwem wnikliwego oglądu polegającego na analizie do nowej syntezy.
Odbiór tej pracy rozpościera się od zachwytu do zdumienia uniwersalnością i nieprzemijającym charakterem tych wszystkich renesansowych wielkich przedstawień, które pozostały po wielkich artystach potrafiących w jedno połączyć wiele wymiarów do rozstrzygnięcia po to by wykrystalizować arcydzieła.














































