Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zapiski osobiste. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zapiski osobiste. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 marca 2022

 

Alicja w Krainie Czarów” i charakterystyka czasu

Było leniwe wiosenne południe. I już prawie osiągnąłem wyżyny zachwytu nad wspaniałością świata, przy oglądaniu sceny z filmu bajkowego „Alicja w Krainie Czarów”, gdy płynnie włączyła się reklama jakiegoś polskiego kiepskiego serialu- w telewizji popularnej, dostępnej, komercyjnej, proszącej jeszcze abonament bezczelnie. Nagle urok prysł- mimo programowego zabiegu formalnego reklam- ruch, szybkość, kolor kontrastowy. Pamiętam zachwyt w latach osiemdziesiątych, jakiejś matematyczki po studiach z przestrzeni typologicznych nad tą bajkową książką, dostrzegam rolę tradycyjnych bajek w odrealnieniu w sztuce, mam nadzieję że one nie zginą w dobie postmodernistycznej miernoty.

Czas leci nieubłaganie, a jedyna trwałość to brak trwałości- to wyznanie poety Edwarda Stachury.

I to pozornie była by puenta tego tekstu, gdyby nie fakt że bajki są wieczne, choć reklamy pojawiają się i znikają ciągle na nowo.


wtorek, 1 lutego 2022

 Sprzeczności dokuczliwe

I oby nie sprzeczność, tylko struktura jedności przeciwieństw- w życiu do zniesienia. A poza tym surrealistyczne pokonanie sprzeczności egzystencji mnie za bardzo niestety nie dotyczy. A tych struktur zaprzeczeń tak bardzo dokuczliwych pełno: ktoś się nie zgadza z moimi poglądami które miały być uniwersalne i doprowadzić do wolności i poza zmysłowej duchowości- według antropozoficznego ujęcia. Ktoś mnie uważa za prostaka i głupka mimo tego że rozwinięte myślenie mam intelektualne, świadomość siebie w świecie określoną, a mimo tego że podstawowe pytanie z wielu pozostaje bez odpowiedzi. Na przykład to- po co tu jestem i dlaczego się tak tu męczymy na tym łez padole?

A w tle dzieło Paula Gaugina pt. „Skąd przychodzimy, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy”- wybitne i pojawiające się w pamięci jako zarys, a do tego narzucające się subtelnie w wizualności.

Ktoś uważa że może jeszcze empatii nie mam i że nie czuję niczego ze sfery romantyzmu życiowego- zgadzającego się na ból a jednak niechętnie i że jestem tylko zamknięty w sobie – jak to na twórczego i wrażliwego neurotyka przystało. Ktoś mnie nagminnie lekceważy i nie dostrzega traktując jak powietrze- wiadomo wiek robi swoje. Szkoda gadać.

A na końcu znowu sprzeczność. Moja błogosławiona i lekko dokuczliwa prywatność i dom, przestrzeń mało luksusowa pełna książek, albumów ze sztuką. I widok z okna psychoanalitycznie doświadczany. Świat jest piękny i ciągle tu jest- całe szczęście.



Paul Gauguin, " Skąd przychodzimy, kim jesteśmy, dokąd zmierzamy", olej, 1897 r. 139,1x374,6cm, Museum of Fine Arts Boston. Wikimedia Commons.

wtorek, 26 marca 2019


Kurz, poranek i ludzkie drabiny
 
I przychodzi taki poranek jak dziś, gdy kurz widać w pokoju, a po raz kolejny „pozamiatane” i pozałatwiane sprawy istotne, które wobec ostateczności są bez znaczenia. Ale przecież trzeba się pilnować ażeby nie pomieszać świata i wytrzymać swój los.
I odchodzi taki poranek bez żalu ze świadomością drobnego spełnienia, i zasdności celu w tym „tu i teraz”, a wobec tego co było. A mechanizm jest i powtarzalny i dotyczy zmian. I nagle stało się to, że świat był tu zawsze, a ja już nie jestem pierwszej młodości tylko może trzeciej. Tylu ludzi przez te lata spotkałem, a wszyscy z drabiną na karku czekają na wejście do Raju

czwartek, 18 października 2018

Biedronkowa jesienna eksterminacja
 

Po pierwsze i ostatnie, liczba dwa pojawia się w tej opowieści anegdotycznej jako określająca liczby istotnych zjawisk. Już nie jeden, czy trzy, ale też nie Trójca Święta, czy siedem i nie daj Boże sześć. Za drugim podejściem wszystko się zdarzyło. Zwycięski okrzyk "śmierć" padł z moich ust, jak w słynnym filmie “Władca Pierścieni”, gdy moralnie wyżej stojący od prymitywnych i tylko instynktownych Orków ludzie, krzyczeli na stoku góry pod murami miasta przed bitwą rozstrzygająca jego oblężenie. Niezapomniane to przeżycie, ale podparte istnieniem we mnie sumy archetypów psychicznych: wiedzy, intuicji I spostrzegania. O empatii nie wspomnę.

Drugi raz podchodziłem do inwazji uroczych, idealizowanych I personikowanych biedronek pojawiających się jesiennie w domu u mnie na wsi: drugi raz dzisiaj i drugi w historii 10 letniego tu pobytu. A to dziś właśnie po fali zwątpienia i po stwierdzeniu że elektroluks który w kolorze niebieskim zalegał podłogę w schowku przed wyrzuceniem niechcianym, zwłaszcza że jestem człowiekiem: “chomikiem” i tą no... “sową”, nie działał za mocno. No słabo wciągał. Drugi raz! Ale się zawziąłem i to nie zważając przy tym na nakazy z empatii płynące o ochronie życia wszelakiego- ale nie w wymiarze naiwnym postmodernistycznym, tylko od biblijnym czy od buddyjskim. Wiadomo istnieje “waga empatii”, ale nie tylko w bajkowym I infantylnym wymiarze. A słynąłem z tego przed samym sobą, że zawsze muchy ratowałem przez spłynięciem w zlewie z potokiem wody od naczyniowej, czy właśnie biedronki przed upadkiem zupełnym, ale geometrycznym i nawet robaszki gnojne, urocze w wizualności połyskliwych błękitnych odwłoków błękit nieba odbijających (z nieba do obornika- co za upadek). Wyczyściłem i udrożniłem ten elektroluks i zaczęła się inwazja i eksterminacja, co do wędrujących za celem tam i z powrotem i dla nas bezsensownie, czerwonych punkcików na ścianie. I nawet mi nie przemknął obraz mnie samego w trumnie z biedronkami po mnie łażącymi, co by się stało, gdyby się rozpleniły do końca i ekstremalnie u mnie w pokoju zamkniętym może szczelnie, gdzie czytuję różne pisma, tylko raczej pojawiło się wspomnienie moich fascynacji buddyzmem i reinkarnacją według której zbrodniarze cofają się w szeregu żywotów w następnym do zwierzęcego, na przykład właśnie do owadziego. Pomyślałem też o psychopatach znanych i tych niewielu którzy są artystami, Macie za swoje eeee... Kaligilo, Dzingis Chanie, Hitlerze, Stalinie, Leninie, może Markizie de Sade którego książki czytałem z lekką fascynacja i obrzydzeniem- onegdaj i macie innego gatunku psychopatyczna hołoto. Niech żyje empatia w sprzecznych warunkach żywota powiedziałem do siebie na końcu procesu i poszedłem wyrzucić zawartość pojemnika z elektroluksa na śmieci ale tak, aby resztki biedronek które przeżyły mogły wyjść na wolność.

sobota, 25 sierpnia 2018

 A może te wzruszenia do łez

A może te wzruszenia do łez, ludzkie, męskie to tylko z racji wieku wahania testosteronowe typowej postaci w studni poruszającej się bezsensownie po kręgu słabo oświetlonym. Postaci tylko czasem zbliżającej się do obluzowanej w ścianie muru przed niebem cegły, która nie daje jednak widoku idealnego błękitu przez dziurę.
A jak wspomnę moje wzruszenia z dzieciństwa i obecną świadomość wagi wiedzy razem z działaniem nieświadomego odkrytego przez romantyków to jednak poetyckość i tym razem jawi się jako ponadczasowa, rozwojowa, samowystarczalna choć nie trwała, ale cykliczna. I może za bardzo w przeszłości mentalnie się poruszam, a za mało w „tu i teraz” A przecież oba wyznaczają przyszłość w nadziei co to obok miłości i wiary trwającymi, są archetypami żywota. Chwilo co trwasz wiecznie dla przyszłości jesteś.

piątek, 17 sierpnia 2018

I może być zawsze taki dzień jak dziś

I może być zawsze taki dzień jak dziś, gdy od rana poczuwasz zasadność sensu celu i potencjalną możliwość wzlotu, wręcz jego skrzydlatość wzbijająca się do nieba.
To nic że nie znasz np. włoskiego a do tego ledwo rozumiesz o czym w treści jest ten utwór muzyczny z dawnej wielkiej sfery poważnej na przykład barokowej, hendlowskiej. Na pewno o wolności i intensywności i wyżej i jeszcze wyżej.
Trafia na potrzebę poetyckiej sfery sacrum którą nosisz w sobie gdzieś ukrytą, jak łzy wzruszenia, co od dzieciństwa je masz ukryte acz męskie.
I mimo przemijania i tego że wszystko tylko w ruchu i ponoć dusza to iluzja, darem jest taka postać życia. Żal że tak rzadko się przeplata, tak mało jest trwała.
Mniej na co dzień oczywista niż drganie fal ciepłego powietrza w letnim przejawie uzupełnionym o występowanie wizualne dużych mas zieleni w leśnym czy łąkowym przy drodze pejzażu. Choć każda chwila jest ponoć niepowtarzalna, to ta na zwłaszcza i na pewno.Chwila jak to chwila.

niedziela, 12 sierpnia 2018

Chwilo trwaj wiecznie 
 
Wierze w to, że cegła mi na głowę nie spadnie. I man nadzieję że jak może spadnie to nie będzie bolało. Bo jak będzie, to nie będę mógł czuć pełnie życia w beztrosce. A nawet gdybym miał zejść, nie będzie tak że nie będę mógł pomyśleć i pamiętać no i spostrzegać to, co umiem zanalizować. Czy może się rozpłynę?
A ponoć jesteśmy tu przelotem i albo raz i tam dalej, w górę albo w dół, albo do zakurzonego pokoju odpokutować. Albo wielokrotnie wędrujący w ciałach do których jesteśmy tak przyzwyczajeni. A jak rozkoszne jest życie i jakie ukochane.
A jak daleko do przejścia ciągle, mimo lat ulatujących szybko
I może ewentualna nagroda jest logiczna czy sens z wędrówką jest związany? Sens którego nie postrzegamy: powrót do rzeki, do wymiaru bez iluzji. Tylko Ty i wieczność oraz to co wypracowałeś na karku. Nareszcie spokój choć na chwilę. Chwilo trwaj wiecznie!

niedziela, 3 czerwca 2018

Biblijne „Ostatni będą pierwszymi”

Biblijne „Ostatni będą pierwszymi” pojawia się czasem z pamięci ale i znika jak wiele sentencji, wniosków, przysłów. Tak znika jak parę kropel deszczu po jego mizerności i na koniec może po kąpieli parę kropel potu po wysiłku fizycznym- od antycznej powinności zwłaszcza mężczyzn.
I tak dzisiaj po biegu samotnym jak zawsze, stając przed domem usłyszałem od sąsiada jak powiedział to właśnie stwierdzenia, a ja uświadomiłem sobie że jestem zaprzeczającym czy może absurdalnym przypadkiem tego powiedzenia, przysłowia bo po tym biegu, jestem i na końcu i na początku równocześnie. I nawet nie pomyślałem dalej a wprost o greckiej jedności przeciwieństw którą sobie mordę wycierał doktor marksista o ksywie Prosiak na zajęciach z filozofii marksistowskiej w latach jeszcze 70 -tych na politechnice próbując ją przejąć bez żenady dla tej komunistycznej zbrodniczej ideologii.
Pomyślałem o złotym podziale- tej jedności matematycznym zapisie, i o tym, że to też postać życiowego umiaru. Rodzaju eklektyzmu i pełni z wieloma zróżnicowaniami które należy wziąć pod uwagę by dociągnąć w jakiejś postaci harmonii. Wysiłek i odpoczynek ale wysiłku trochę więcej.
Ostatni będą pierwszymi „ jest ciągle aktualne. Prosiaka (doktora) widziałem mentalnie zdruzgotanego w latach 90-tych w barze mlecznym w wielkim mieście jego rodzinnym. Nie ma jak tradycja. Nie ma jak Antyk. Nie ma jak wiocha.

poniedziałek, 12 lutego 2018


Kamień i biocenoza

A wracając do intensywności, tej niby siły motorycznej  w zacinającym się systemie albo nawet podlegającym działaniu czasu- ale przemijania razem z cyklicznością, to mój pies się zachowuje jak narkoman. Adrenalinowy na instynkcie walki może i roli w stadzie zbędnej jakoś, bo sprowadzającej się do straszenia bogu ducha winnych  przechodniów udającym się nie wiadomo gdzie, ale w stronę pobliskiej wioski ścieżką urokliwą czy budzenia mnie w najmniej spodziewanym momencie boleśnie z rana czasem o dziesiątej. Przestraszyć i poczuć a potem radość i łagodność. Siła wyższa.
Siła nad którą nie ma on kontroli a nawet nie wie co to kontrola i pewnie nie wyczuwa że robi źle.
Realizuje swoje potrzeby za wszelką cenę, merdając ogonem po ze strofowaniu werbalnym i tym poza, tak na wszelki wypadek manipulująco. I tak się nasze historie dzieją ludzkie- tych bardziej instynktownych, emocjonalnych z przymusem niż transcendentnych- tych co już nie muszą wiele albo niczego i  te historie zwierzęce. Choć zachwycać może spokojny lot ptaków lub wyciszenie wilka siedzącego spokojnie na skraju lasu, to tylko jeden ze stanów systemu i duszy. Hylocenoza. Biocenoza.
Przysłowiowy kamień może przeszkadzać na drodze w materialnej postaci.

środa, 29 listopada 2017

Jest jakaś oczywistość wiecznego czasu

Jest jakaś oczywistość wiecznego czasu który pojawia się by zniknąć w tym rannym zatrzymaniu się samochodem na światłach w ciemny listopadowy poranek. Gdy muzyka  poważna w radiu a światełka czerwieni wszędzie w przestrzeni od samochodów widocznych od tył  do znaków stopu do góry. To jakby inna postać migotania świeczek i lampek w pierwszo listopadowy wieczór. Jest jakaś pełnia w tym miejscu uchwyconym w chwili  a wobec goniących jakby od zawsze ludzkich postaci: do pracy do szkoły, do żłobka, do końca- przemykających się bokiem sennych i ledwo świadomych. Budynki stojące od zawsze w tych samych znanych miejscach, latarnie pilnujące dobytku, wieże  kościołów obecne i ponad wszystkimi  z innego wyższego bytu. Do nieba w przyszłości, do nieba przecież później.  Księżyc w bielach wieczorem a punkt na niebie wyobrażalny i nieuchwytny. Kiedyś do niego sprowadzi się świat.

poniedziałek, 31 lipca 2017

Znaczenie surrealizmu

Wychodzę na werandę oszkloną, co moją malarską pracownią letnią jest i nic się nie dzieje. W radiu utwór muzyczny z frazą śpiewaną „..tęsknię..” i rytmem zdecydowanym. W planach utworu ni to z koncertu rodzaj dalekiego zaśpiewu, ni to żałosne ciche wycie na zasadzie zaśpiewu mojego kota, który lokuje się na parapecie zewnętrznym werandy i domaga się porcji jedzenia. Wstałem z krzesła z kawą w lewej ręce- kawą z ekspresu i z kurkumą- orientalną przyprawą i wyszedłem na zewnątrz. To nie kot. To jednak muzyka. Pomyślałem o roli niedocenianego surrealizmu który programowo w plastycznym wymiarze i wbrew tylko irracjomalności, oniryczności i tylko emocjonalności stosował naukowe zdobycze z dziedziny psychofizjologii widzenia- figury odwracalne, niemożliwe i wieloznaczne a także grę skalą itd.  W telewizji i reklamie dwuznaczność jest nagminna. Kot ma się dobrze jak i masowy odbiorca sztuki w kraju. No tak. Jestem człowiekiem, mężczyzną, blondynem i wrażliwcem. Niemożliwe że jeszcze ciągnę. Tyle się odwróciło w żywocie. Z racji wieku dziś nie to jest ważne co onegdaj.

piątek, 28 lipca 2017


Jestem meteopatą

Jest lato deszczowe tego roku. A od rana czas zaczął działać liniowo. A „wstańkę” miałem bloodowo- krążeniową, czyli musiałem się zmusić do opuszczenia łóżka mimo powtarzanych sobie zapewnień- ale po cichu bo sam mieszkam, że pierwej pogrzebacz połknę niż wstanę przed 12 00. Był ranek grubo przedpołudniowy, gdy wziąłem się do pracy, denerwując się zejściowo prawie wobec atakujących i dźgających, głośnych w całkowitej ciszy zaszczekań  znienacka mojego psa Jubla co z inteligenckiej rodziny filmowców jest. Jako i dar parę lat temu przywiezionego tu na wieś, gdzie Natura szczególnie działa w iluzorycznych nieco sceneriach leśno- łąkowych. Ni to szerszeń przeleciał,przeleci ni to pszczoła się we włosy zaplątała. Jakieś stwory owadzie gdzieś na ziemi. Kultura wysoka gdzieś daleko a może we mnie trochę, a masowa dopiero wieczorem się objawi telewizyjnie i filmowo. 
Te zaszczekania to takie instynktowne ma -niezależnie od tego ile razy mu wytłumaczę strofując poza werbalnie że tego nie należy robić, to i tak siła wewnętrznego nakazu z biologiczności i natury płynąca jest większa od jego do mnie miłości psiej i bezwarunkowej. W świecie instynktów każdy robi swoje i chce przetrwać. Dobrze ze świat owy jest tak pojemny i zróżnicowany. A jako że my ludzie jesteśmy też i trochę zwierzęcy, to tylko westchnąłem milcząco i na wydechu i wziąłem się dalej za pracę wolno-zawodową. Jestem przecież meteopatą.

wtorek, 25 lipca 2017

Ten Tuwim to był niezły kij

„Ten Tuwim to był niezły kij” powiedziałby Jurek, były młody ksiądz uwielbiany przez młodych w małym mieście koło Poznania, i tam grający na gitarze w kościele, w czasie mszy i to w latach 80 –tych.
I w tych latach w akademiku Politechniki dziewczyny z Uniwersytetu w trójkowym  jednym z wielu pokoju posiadały jedną płytę pocztówkową z kiepskim gramofonem. Zawsze po przyjściu z zajęć, już nie tylko dla odprężenia a raczej głównie z potrzeby lukrowanej romantycznej młodzieńczo- kobiecej miłości puszczały te jedyną płytę z utworem poetyckim Tuwima pt. „Wspomnienie” w wykonaniu jedynym godnym uwagi- czyli Niemena. I nie było by może w tym nic osobliwego gdyby nie to, że płyta była uszkodzona i zacinała się zawsze w jednym momencie odpowiadającym fragmentowi tekstu „..młodzik w chmurach prześwitywał jesienny..”. Jesienne słuchanie za ścianą tej muzycznej osobliwości, słaniało ni to do nostalgii, ni to do drobnej depresji. Jurek przepadł razem ze swoją żona lekarka i dziećmi. Ponoć mieszka w Holandii. Dziewczyny z akademika pewnie wkrótce wyszły za mąż. Tylko utwór „Wspomnienie” mimo lat zachwyca ciągle tak samo, a może i bardziej z upływem czasu.
Jedyny i osobliwy ciąg historii z przeszłości stanowi też o tym kim jesteśmy dziś. Mimo wszystko jest co wspominać.

sobota, 22 lipca 2017

Odwracalność po okręgu

Mieszkam na wsi i jestem przywódcą stada. Okolica jak za czasów króla Popiela. Las głuchy dębowy. A po kolejne- życie toczy się po kole a nawet po kołach i to absurdalnie. Mam psa który uznaje moje przywództwo. Drugi pies (sołtysa Włodka) przychodzi często i uznaje przywództwo moje ale zależność od mojego psa. Razem gonią mojego kota który goni myszy (już nie moje) ale jak  mu się chce, nie koniecznie jak jest głodny.  Myszki są jakby pokrzywdzone i na końcu zależne od wszystkich. Nawet jak przypadkowo gonią dajmy na to nasiona słonecznika pozostawione na stole na noc i jakimś cudem toczące się po blacie, to i tak są przegrane. Tylko dziwne że czasem zwłaszcza na jesień jak leżę w łóżku i słychać chrobotanie śrutowanego styropianu w poszyciu dachu domku z drewna i to przez jakąś przyszłą mamę mysią to wszystko nagle się odwraca. Ale zjawiska pozostają w miejscu- po okręgu. Wtedy to ja robię się zależny i bezsilny. Bezsilny, bo spać nie mogę, a poza tym jak pomyśleć o szkodach i nadchodzącej zimie to robi się smutno. I tylko wokół Natura niezniszczalna, obojętna i dla zwierząt boska.
Żywot podobno kończy się na początku, a koło czy okrąg dzieje się jak część spirali.

niedziela, 21 maja 2017

Pleksi

Nie ma jak pleksi. To tak jest jak mieszkasz na wsi koło wielkiego miasta, tak aby dojechać, do pracy, do ludzi i wrócić. Azyl  to i- możliwość bezcenna wyjścia z układu i stanięcia obok. To i tu się sprawdza to zjawisko (a nie tylko przy malowaniu gdy chce się obiektywnie spojrzeć co wyszło z rozmalowania płaszczyzny).
Jak nie chce się rozpalić w kominku to wystarczy dołożyć mały kawałek tego niby szkła. Tylko cicho bo się wyda w dobie modnej ekologii- fetyszu post nowoczesnej ideowej awangardy i wobec niedożywionych o których się zapomina.
A jak potem po wypaleniu wygarniasz popiół, to bez znaczenia po wypaleniu czego się wziął- jednakowa materia. „Z prochu powstałeś i w proch się odwrócisz”- jak brzmi stare biblijne powiedzenie, którego  się nie cytuje za często żeby sobie nie przypominać. Dotknąć zielony listek i zapomnieć o świecie .

wtorek, 21 marca 2017

Moja codzienna wędrówka w wielkim mieście

Moja codzienna wędrówka w wielkim mieście z jednej strony obfituje  w jednostajne i powtarzalne widoki oraz trasy znane już od dawna. Z drugiej dzięki wrażliwości co to niepowtarzalna jest i czasem uciążliwa i skromnej inteligencji oraz szczególnie umiejętności odczytywania z psychologii postaci ich sensów i motywów, daje  poetycką możliwość ciągłego zachwytu światem w jego różnorodności. Mijam dzisiaj na dworcu PKP parę scen ni to statycznych i dynamicznych zarazem, ni szarych pogodowo i egzystencjalnie. Na ławce przystanku autobusowego kłócący się i alkoholicy w ilości paru udowadniają  sobie wzajemnie swoją wyższość już nie tylko nad naiwnym trzeźwym tłumem, ale nad koleżką od „gorzałki” też w fazie picia ciągowo, przed delirium pierwszym lub kolejnym. Szczególnie oderwane byty i zakłamane maksymalnie zarozumiałe. Czyli z pychą wylewająca się aż zza kołnierza. Dalej na ulicy przy głównym budynku świadkowie Jehowy w bezruchu prawie stoją trójkowo, przy regale z literaturą kiczowato ilustrowaną i  z „ruchu” co to przekreśla osiągnięcia tysiącleci w interpretacji świata i ostateczności. Stu czterdziesto cztero tysięczny i jeden jestem chciało by się rzec do siebie w duszy nieśmiertelnej. Reklama poprawna politycznie, olbrzymia,ta z seniorami zachęcająca do  aktywnego uczestnictwa w życiu beztroskim, szczęśliwym przez nie właśnie i na elewacji starego budynku firmy od kolejki się znajduje. Ruch pozorny na przedstawieniu w iluzji przestrzeni w kolorach słonecznych pastelowych prawie. Firmy co jak mówią i mówili „państwem w państwie” jest..
Życie różnorodne jest, i to bardziej niż się wydaje. A też pojemne, bo pomieści dużo więcej różnych przypadków, ale nie relatywnych,  nie równocennych. Pejzaż na wsi i choćby w bezruchu ma więcej spokoju i „wieczności”.

poniedziałek, 27 lutego 2017

Zadośćuczynienie tu i tam

Gdyby wierząc w dalszą podróż, zastanowić się nad istotą przemijających faktów, to już nigdy, nawet po drugiej stronie, w zaświatach, nie wyjaśnią się zdarzenia. Te w szczegółach, małe zwyczajne. Już bezpowrotnie wciągnął je wir czasu działającego w jedna stronę choć po spirali. Nawet jeśli  parapsychologicznie wyjaśnią się może zasadnicze zdarzenia, to te małe przepadną w niewiedzy. Jakie to przykre. Już nie określi się, co ktoś naprawdę pomyślał wtedy a wtedy, na przykład w pokoju przy stole i dlaczego dziecko powiedziało ten absurd.
Jesteśmy w ciałach i pod szklanymi koszami.. I zakładając że odwraca się żywot tam ze zwyczajnego, grzesznego i honorowego, ale pełnego  nie powtarzalnych chwil wrażliwości błogosławionej i przykrej  w lepszy, to dlaczego przy empatii i przebaczeniu z definicji ,,ludzkiego,, mamy żałować drani  psychopatycznych i zbrodniarzy tu i teraz z ich rzeczywista skruchą kiedyś tam. Ciągle i wiecznie sztuka ze sacrum jest istotna a wrażliwcy i porządni przegrywają.

poniedziałek, 20 lutego 2017

Co to za żal ściska gardło

Co to za żal ściska gardło i to przysłowiowo a rzeczywiście i nie do końca wiadomo skąd. Na przykład robisz herbatę i słuchasz nagle starego utworu muzycznego o którym zapomniałeś, a który jest nie powtarzalny. Świadomość końca wtedy jakaś taka zamglona, i jakże dobitnie jesteśmy tu i teraz. Czy dużo wtedy czuje się bezwarunkowości poza tym żalem i przemijaniem? 
To co było w życiu, urasta do skończonego teatru, filmu czy opowieści. Czego będzie żal z tego świata zwłaszcza gdy kocha się go w dobrych przejawach i życie jako istnienie? Może paru utworów muzycznych, obrazów, zjawisk i bratnich dusz. I dlaczego najosobliwsze uczucie wtedy jako reakcja na to przemijanie to zgoda na dalszą podróż i może rezygnacja z walki o przetrwanie. Podróż do źródeł przecież. I czy w nieznane?   

piątek, 16 grudnia 2016

  Kolejny nudny dzień

To kolejny dzień zwyczajny- taki poza błyskotliwym myśleniem, zgadywaniem, polotem, emocjami zadziwienia czy zachwytu światem. Jakby gdzieś za najbliższym rogiem mijanych kamienic czy budynków w czasie spaceru miały się pojawić te zjawiska w Tobie znamionujące pełnię życia. Ten czas nudy wybrzuszający się niepokojąco przez przejaw niepokojącego długiego zagospodarowania, dokuczliwy niekiedy bardzo. Ten brak pełni życia, królowania w Trwałości, radości.
Ale  gdy pojawia się zniecierpliwienie i zwątpienie i nawet to wielkie ekstremalne razem z ostatecznym zranieniem wobec Ostateczności, to brak Trwałości jawi się jako błogosławiona Nadzieja. Wszystko jest w ruchu a jedyną trwałością jest zmiana. I tylko oddalenie od tego przejawu istnienia Natury czyli poetyckość i artystyczność daje chwile wytchnienia. Chwilo trwaj wiecznie po raz kolejny.

sobota, 3 grudnia 2016

Chciałem uratować muchę

Chciałem uratować muchę in situ. Ale nawet nie po zastanowieniu że tak trzeba, lecz spontanicznie według impulsu. Jednak bardziej intuicyjnego niż emocjonalnego. Czyli  bardziej jak mężczyzna niż kobieta.
I to uratowanie miało się zadziałać wtedy, gdy już wodę spuściłem do zlewu kuchennego starej daty z kranu zakupionego niedawno. Ale nie poszło tak łatwo. Mucha jakby nieświadoma niebezpieczeństwa ociągała się, idąc powoli ze sfery niebezpieczeństwa w bezpieczną. I tu  i wtedy  pomyślałem zadziwiony różnorodnością Świata jako całości a więc i  nieskończoną ilością światów możliwych, czy tez rozwiązań w sztuce, że ten mój świat empatyczny to nie sposób na życie  obowiązujący wszystkich. A jako że skłonny jestem do dobroci Św. Franciszka, co to się wszystkim pięknem tego naszego świata zachwycał, a dalej to Luis Armstrong w utworze „Jaki piękny jest świat” który to utwór działa na słuchacza już z górą lat 50, nie trzepnąłem muchy machinalnie acz śmiertelnie. I czekając na łaskawe odejście muchy, co to pozwoliła się łaskawie uratować, ale przecież nie czuła pychy tak jak współczesna ludzka elita spotykana w tramwajach, autobusach i na ulicy dajmy na to- wytrzymałem to powolne zjawisko. Może mucha była na emeryturze i zniedołężniała?