Uprzestrzennienie płaszczyzny, A4, papier
Etykiety
- Galeria autorska (130)
- Galeria jednego dzieła (43)
- Prace studentów i uczniów (124)
- Uporządkowane martwe natury (23)
- Wiedza o kulturze (29)
- Wiedza o sztuce (24)
- Wydarzenia (107)
- Wypowiedzi myślicieli (4)
- Zapiski osobiste (21)
- Zbierkowskie i okoliczne pejzaże (19)
- Życzenia (51)
niedziela, 7 stycznia 2018
wtorek, 2 stycznia 2018
„Złe kobiety”- z tego
wszystkiego najlepszy był tytuł
Sala z eksponatami w poznańskim
Zamku była niewielka. Wejście poprzedzał przedsionek, w którym na jednej
ścianie był tekst wprowadzający, napisany przez Sylwię Chutnik, a na drugiej
wyświetlano film, na którym naga kobieta drapie w szybę, która metaforycznie
odgradza ją od świata. Dalej wisiały zdjęcia kobiet- patriotek, mężczyzny
przebranego za kobietę, nagranie ze ślubu trzech kobiet, film pokazujący
kobiety (oczywiście, prawie nagie) w pozycjach sumo oraz kobietę, przewiercającą
sobie zęby i memy Magdy Frej. No i różowe, szmaciane lalki ukazujące swoje
waginy. I jeszcze suknie z granatami w środku.
Nie da się ukryć, że wystawa
miała szokować, inspirować, miała być kontrowersyjna i odkrywcza, z założenia miała
igrać z widzem i pokazywać siłę kobiet. A pokazywała głównie kobiece ciało- jeżeli to ma być nasza siła, to mamy się czym
martwić. Całość balansuje na granicy brzydoty i mało brakuje, żeby stała się niesmaczna.
Z każdego obiektu wyglądają do nas uda, piersi, łydki, brzuchy, a duchowości
jest w tym mniej niż w muzyce disco polo albo hamburgerze w McDonaldzie.
Kobiety zostały pokazane tak stereotypowo, jak tylko się dało, przy czym można
było odnieść wrażenie, że artystki ze szczególnym uporem nie chciały pokazać ich
piękna. Etap dochodzenia do tego, że każdy człowiek jest inny mamy już za sobą,
więc ktoś tu się zapędził. Na świecie o różnorodności ludzkich ciał już się
nawet nie mówi- u nas jak widać jest to nadal temat wyjątkowo popularny, mimo całej
jego oczywistości. Poszukiwaczom wrażeń estetycznych stanowczo odradzam.
Poszukiwaczom skandalu także, bo wiało nudą. W pewnym momencie przekraczanie
granic na siłę przestaje być odważne, a staje się śmieszne.
No i mężczyźni. Ci straszliwi
ciemięzcy, brutalni siłacze, skorumpowani oszuści, którzy nas prześladują,
ograniczają i zatruwają życie. Zamiast pokazywać równość, jaka przecież
obejmuje wszystkich (podkreślam- wszystkich) ludzi, na siłę promowano naszą
płeć. Mężczyzna też człowiek. Lata patriarchatu można sobie odbić w zupełnie
inny sposób. Zamiast łamać stereotypy- tylko je podkreślono. Zamiast skłaniać
do rozważań- skłaniano do wyjścia. Zamiast pokazywać ludzi- pokazywano płeć.
Nie da się ukryć, że powstanie
tej wystawy zostało sprowokowane przez pewne działania, które mogły kobiety w
Polsce zaniepokoić. Ale, drogie panie, rodzenia dzieci się nie wyprzemy.
Kataryna
poniedziałek, 18 grudnia 2017
Jan van Eyck,”Portret małżonków Arnolfinich
Ta istotna i bardzo ciekawa praca
to przykład perspektywy malarskiej (bez perspektywy powietrznej) w układzie
centralnym razem z perspektywą
symultaniczną (dla tego samego w
innym czasie i dla dużych czasowych interwałów) i krzywoliniową zbieżną
(odbicie w lustrze wypukłym) oraz dodatkową iluzją przestrzeni (iluzją w iluzji
jaką jest obraz malarski) w tym
zwierciadle na środku obrazu. Tam właśnie odbija się scena zaślubin pary
stojącej w komnacie będąca wcześniej. To
równocześnie przykład niemożliwości surrealnej, ponieważ niemożliwe jest
aby się w danej chwili odbijała scena która się działa w przeszłości. Z symultaniczności
dla małych interwałów czasowych- ułamków sekundy kierunek w sztuce XX wieku- futuryzm
zrobił swojego głównego bohatera plastycznego i całą formalną intrygę. Obrazy tego
kierunku przedstawiają fazy ruchu postaci i innych „przedmiotów” wzorem
kubistycznych analitycznie przedstawień nakładające się w jednym obrazie i
przez to skierowujące widzenie w stronę abstrakcyjną pozostając jednak
przetworzonym realistycznym ujęciem na jej granicy. W obu przypadkach : obrazu
van Eycka i obrazów futurystycznych mamy do czynienie z wydobyciem odrealnienia-
aksjomatu sztuk-i ale jak widać na trochę innych zasadach. Iluzja przestrzeni i
rodzaj magii zanurzonej w sacrum jest tu kolejną zasadą i postacią tajemniczości z
drugiej strony. Współczesne przedstawienia obfitują w rytmy, ruch w iluzji przestrzeni lub jako rzeczywisty zabieg dziejący się w rzeczywistej przestrzeni natury.
Obraz van Eycka to dostojna scena
pełna powagi i dostojeństwa namalowana po mistrzowsku w konwencji laserunkowo-
impastowej przy narzucającemu się kolorowi w światłocieniowej przestrzeni
poranka w XV wiecznym mieście niderlandzkim.
Zamiłowanie do ukazywania detali
wydobyte jak zawsze w malarstwie niderlandzkim głównie perspektywą ostrości z maestrią
tworzy prawdopodobne naśladowniczo ujęcie ale ambiwalentnie jak zwykle-
pełne niewysłowionego piękna, nie z tej
ziemi.
W warstwie treści istnieje wiele
subiektywnych interpretacji i historyjek na temat tej pracy, lecz na pewno atrybuty (symbole ukazane przedmiotami) w obrazie van
Eycka to jabłko- doczesność, pies – wierność małżeńska, świeca zapalona w dzień to świętość i przejaw sacrum
itd. Symbolika koloru to: zieleń – nadzieja, żółte światło opiekuńczość,
doczesność, zwyczajność itd.
Dopiero wyjaśnienie
zabiegów Formy i Treści ich połączenie w wysoce zorganizowaną przemyślaną i
przeżytą realizację daje pełnie oceny i zapewne zachwytu nad tym obrazem.
Albumy i muzea pełne sa arcydzieł które czekają na odkrycie.
poniedziałek, 11 grudnia 2017
środa, 6 grudnia 2017
Subskrybuj:
Posty (Atom)















