niedziela, 7 stycznia 2018

Uprzestrzennienie płaszczyzny, A4, papier

wtorek, 2 stycznia 2018

Włodzimierz Trawiński "Akt"olej, wys. 40 cm, 2003 r.
„Złe kobiety”- z tego wszystkiego najlepszy był tytuł

Sala z eksponatami w poznańskim Zamku była niewielka. Wejście poprzedzał przedsionek, w którym na jednej ścianie był tekst wprowadzający, napisany przez Sylwię Chutnik, a na drugiej wyświetlano film, na którym naga kobieta drapie w szybę, która metaforycznie odgradza ją od świata. Dalej wisiały zdjęcia kobiet- patriotek, mężczyzny przebranego za kobietę, nagranie ze ślubu trzech kobiet, film pokazujący kobiety (oczywiście, prawie nagie) w pozycjach sumo oraz kobietę, przewiercającą sobie zęby i memy Magdy Frej. No i różowe, szmaciane lalki ukazujące swoje waginy. I jeszcze suknie z granatami w środku.
Nie da się ukryć, że wystawa miała szokować, inspirować, miała być kontrowersyjna i odkrywcza, z założenia miała igrać z widzem i pokazywać siłę kobiet. A pokazywała głównie kobiece ciało-  jeżeli to ma być nasza siła, to mamy się czym martwić. Całość balansuje na granicy brzydoty i mało brakuje, żeby stała się niesmaczna. Z każdego obiektu wyglądają do nas uda, piersi, łydki, brzuchy, a duchowości jest w tym mniej niż w muzyce disco polo albo hamburgerze w McDonaldzie. Kobiety zostały pokazane tak stereotypowo, jak tylko się dało, przy czym można było odnieść wrażenie, że artystki ze szczególnym uporem nie chciały pokazać ich piękna. Etap dochodzenia do tego, że każdy człowiek jest inny mamy już za sobą, więc ktoś tu się zapędził. Na świecie o różnorodności ludzkich ciał już się nawet nie mówi- u nas jak widać jest to nadal temat wyjątkowo popularny, mimo całej jego oczywistości. Poszukiwaczom wrażeń estetycznych stanowczo odradzam. Poszukiwaczom skandalu także, bo wiało nudą. W pewnym momencie przekraczanie granic na siłę przestaje być odważne, a staje się śmieszne.
No i mężczyźni. Ci straszliwi ciemięzcy, brutalni siłacze, skorumpowani oszuści, którzy nas prześladują, ograniczają i zatruwają życie. Zamiast pokazywać równość, jaka przecież obejmuje wszystkich (podkreślam- wszystkich) ludzi, na siłę promowano naszą płeć. Mężczyzna też człowiek. Lata patriarchatu można sobie odbić w zupełnie inny sposób. Zamiast łamać stereotypy- tylko je podkreślono. Zamiast skłaniać do rozważań- skłaniano do wyjścia. Zamiast pokazywać ludzi- pokazywano płeć.

Nie da się ukryć, że powstanie tej wystawy zostało sprowokowane przez pewne działania, które mogły kobiety w Polsce zaniepokoić. Ale, drogie panie, rodzenia dzieci się nie wyprzemy. 

                                                                                           Kataryna

poniedziałek, 18 grudnia 2017

Włodzimierz Trawiński "Akt", tempera, pastele, A4, 2016 r.


Jan van Eyck,”Portret małżonków Arnolfinich, 1434r., 82x60  cm, olej na desce, London, National Gallery

Jan van Eyck,”Portret małżonków Arnolfinich


Ta istotna i bardzo ciekawa praca to przykład perspektywy malarskiej (bez perspektywy powietrznej) w układzie centralnym razem z perspektywą
symultaniczną (dla tego samego w innym czasie i dla dużych czasowych interwałów) i krzywoliniową zbieżną (odbicie w lustrze wypukłym) oraz dodatkową iluzją przestrzeni (iluzją w iluzji jaką jest obraz malarski) w  tym zwierciadle na środku obrazu. Tam właśnie odbija się scena zaślubin pary stojącej w komnacie będąca wcześniej. To  równocześnie przykład niemożliwości surrealnej, ponieważ niemożliwe jest aby się w danej chwili odbijała scena która się działa w przeszłości. Z symultaniczności dla małych interwałów czasowych- ułamków sekundy kierunek w sztuce XX wieku- futuryzm zrobił swojego głównego bohatera plastycznego i całą formalną intrygę. Obrazy tego kierunku przedstawiają fazy ruchu postaci i innych „przedmiotów” wzorem kubistycznych analitycznie przedstawień nakładające się w jednym obrazie i przez to skierowujące widzenie w stronę abstrakcyjną pozostając jednak przetworzonym realistycznym ujęciem na jej granicy. W obu przypadkach : obrazu van Eycka i obrazów futurystycznych mamy do czynienie z wydobyciem odrealnienia- aksjomatu sztuk-i ale jak widać na trochę innych zasadach. Iluzja przestrzeni i rodzaj magii zanurzonej w sacrum jest tu kolejną zasadą i postacią tajemniczości z drugiej strony. Współczesne przedstawienia obfitują w rytmy, ruch w iluzji przestrzeni lub jako rzeczywisty zabieg dziejący się w rzeczywistej przestrzeni natury.

Obraz van Eycka to dostojna scena pełna powagi i dostojeństwa namalowana po mistrzowsku w konwencji laserunkowo- impastowej przy narzucającemu się kolorowi w światłocieniowej przestrzeni poranka w XV wiecznym mieście niderlandzkim.
Zamiłowanie do ukazywania detali wydobyte jak zawsze w malarstwie niderlandzkim głównie perspektywą ostrości z maestrią tworzy prawdopodobne naśladowniczo ujęcie ale ambiwalentnie jak zwykle- pełne  niewysłowionego piękna, nie z tej ziemi.
W warstwie treści istnieje wiele subiektywnych interpretacji i historyjek na temat tej pracy, lecz na pewno atrybuty (symbole ukazane przedmiotami) w obrazie van Eycka to jabłko- doczesność, pies – wierność małżeńska, świeca  zapalona w dzień to świętość i przejaw sacrum itd. Symbolika koloru to: zieleń –  nadzieja, żółte światło opiekuńczość, doczesność, zwyczajność itd.
Dopiero wyjaśnienie zabiegów Formy i Treści ich połączenie w wysoce zorganizowaną przemyślaną i przeżytą realizację daje pełnie oceny i zapewne zachwytu nad tym obrazem. Albumy i muzea pełne sa arcydzieł które czekają na odkrycie.

poniedziałek, 11 grudnia 2017










Wystawa Włodzimierza Trawińskiego pt. "Grafika i ..." w Galerii SKALAR w Poznaniu
Prace graficzne w iluzji przestrzeni i ich uprzestrzennienie do realizacji skrzynkowych i tablicowych oraz anamorfoz przestrzennych i płaskich Około 170 prac. Wystawa czynna do 13 stycznia 2018 roku

środa, 6 grudnia 2017