środa, 18 kwietnia 2018

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Łapać wiatr”

Nie mówi do siebie „wiej wietrze wiej mocno” z jednej strony i nie myśli równocześnie„łap płatki róż” z drugiej młody małżonek i miłośnik roślin już nawet nie ekolog współczesny, a raczej tylko po biologii. Co mieszka z żoną w małym mieście. Bo wie, że to sprzeczność jest nie do pogodzenia, większa dużo niż marzenia zamieszkania w dużym mieście, bez własnego mieszkania i z możliwością zbieractwa okazów roślinnych rzadkich, co kiedyś w zielnikach umieszczały młode dziewczyny na wydaniu, lub nauczyciele w szkołach na prowincji. Choć panuje nagminnie jedność przeciwieństw- no wiadomo w strukturach sprzeczności- to jednak co stworzy się z tego rodzaju zestawów, to poza naszą wola niejako jest.
I gdy jakiś młody filozof, co myśli że już wszystko pojął i życie ma dla niego ostanie dno zwyczajnego bytowania, a nie na przykład w chorobie jakiejś lub losowym okrucieństwie czy nieszczęściu, upaja się głębią stwierdzenia że „życie jest łapaniem wiatru”- co oznacza brak trwałości poza trwałą ciągle zmianą i zarazem przemijanie przykre, akceptacja tego, czego nie można zmienić jawi się jako ostateczny osąd i zrozumienie istoty.
A jak połączyć potrzebę intensyfikacji emocji, czy potrzebę rozwoju w daną stronę z życzeniami pozytywnych osiągnięć za wszelką cenę, to męska medytacyjność i wyciszenie, razem z racjonalizacją i obiektywizacją jest metodą na przetrwanie i uratowanie siebie. 
A ścieżki żwirowe w Ogrodzie Botanicznym miasta puste obecnie, wobec wirtualności i zakazu zrywania liści w tym miejscu.

niedziela, 15 kwietnia 2018

Zatarcie kształtów bryły w otoczeniu, wys 30 cm, papier, 2016r.

piątek, 13 kwietnia 2018



Litera H, performance, fotografia, 2017 r.

czwartek, 12 kwietnia 2018

Rzędowość elementów w układzie góra-dół, z dużą ilością przypadkowości; brak powiązania przedmiotów według klucza, podobieństwo walców, płaszczyzn, prostopadłościanów ale za małe w stosunku do reszty dla harmonii kompozycji.

poniedziałek, 9 kwietnia 2018

Jan van Eyck "Madonna Luccao" 1437r., Frankfurt Stadelch Kunstinstituts

Jan van Eyck "Madonna Luccao"
 
Malarstwo koloru z czerwienią draperii sukni Madonny uzupełnionej o widok deseniu dywanu razem ze szczegółami pozostałego otoczenia w ciasnej przestrzeni architektury stanowi tylko ramę do tego, aby przedstawić zaakcentowaną wizualnie scenę relacji tej postaci z Dzieciątkiem Jezus. Cała specyfika takiego kanonicznego przedstawienia, biblijnego to właśnie takie ujęcie z wielu możliwych wybrane i określone osobliwym wyrazem psychologicznym i głównym bohaterem plastycznym z tych z natury a więc kolorem w świetle dnia. Centralna kompozycja z kontrapostem na wzór rozstrzygnięć antycznych daje ta siłę wyrazu przy tkliwości bijącej z oblicza Kobiety. A do tego rodem też z Antyku równoważenie określono większym i mniej intensywnym w stosunku do mniejszego- bardziej narzucającego się. I jak zwykle zamiłowanie do szczegółów daje tę pozostałą postać osobliwości w ponadczasowym ujęciu. Użycie symboli - atrybutów na przykład jabłek leżących na parapecie daje możliwości głębszego czy dalszego odczytu dzieła. Uwznioślenie i sacrum bijące zniego jakby planowo uzupełnia się o wzrok każdego oglądającego z pozycji punktu obserwacji trochę niżej niż siedząca na tronie Madonna z Dzieciątkiem. To też kolejna postać jedności przeciwieństw która tu przyobleka się w boskie i ludzkie, naśladownicze do natury i święte magiczne zarazem.

wtorek, 3 kwietnia 2018

Giotto „Stygmatyzacja Świętego Franciszka” ok. 1300r. 313x163cm,
tempera na desce, Luwr, Paryż 


Giotto „Stygmatyzacja Świętego Franciszka” 

Cóż to za wielka epoka - Średniowiecze. Wielkie miłości i zdrady, wielkie zbrodnie i wielka empatia możnych, wielkie katedry i upadek najbiedniejszych. Epoka którą się Przybyszewski zachwycał jako okresem Wielkiego Ducha zanim się nie rozpił zupełnie do intelektualnego bełkotu. W średniowieczu w malarstwie jeszcze renesansowy geniusz nie rozkwitł razem z perspektywą malarską co na wzór antycznej jedności przeciwieństw realizowala przedstawienia w mimesis i w odrealnionym do boskiego piękna ze sfery przez nas poszukiwanej sakralnej- której popłuczyny w nudnych niedzielnych mszach.
I to właśnie na koniec średniowiecza przypada nowatorstwo malarza Giotto. I jeszcze przed malarstwem olejnym co później się przyoblekło  na ten przykład w maestrię niderlandzkich przedstawień ze skłonnością do szczegółów i grą faktur nie tylko deseniowych ale też prześwitujących wobec litych. I jeszcze przed upadkiem współczesnym malarstwa olejnego do fotografii przypadkowych bo łatwych nie zakomponowanych i do fetyszu performance i instalacji że też nie wspomne o innych jakościach dajmy na to przejawach sztuki efemerycznej, zerowej czy art world.
I dość istotne jest to że w średiowieczu stosowano perspektywę symultaniczną dajmy na to w teatrze gdzie przedstawiano żywoty świętych w scenach czasowych z dużymi odległościami. Tu scenka z dzieciństwa tam czyli tu na scenie z młodzieńczej historii współczucia co to kwitesencja żywota każdego jest, wobec psychopatycznych, diabelskich i miernych.
Ta perspektywa pojawia się w obrazie renesansowym wielkiego niedocenionego van Eycka a dalej w wieku XX  u futurystów ale dla małych interwałów czasowych  jako fazy ruchu na przykład postaci.
Giotto przedstawił we fresku główną scenę z żywota św. Franciszka gdy następuje jego stygmatyzacja i jest ukazana w sposób malarski w tonalnym ugrowo- pomarańczowym zestawie barw i poetycki, czuły zarazem. Przestrzeń potraktowana trochę jeszcze schematycznie na wzór średniowieczny lecz już zamiast hieratycznego tła dającego postać "obiektu na tle" w całości pojawia się gradacja planów. Duża role pełnia tu przedstawienia w perspektywie zbieżnej budowli o pomieszanej skali. Na przykład domek na dole z przodu jest za mały w stosunku do natury. Na dole sceny z życia świętego w małych formatach  ale w jednym ze sceną główną dają to bezcenne przeniesienie w czasie i zarazem postać perspektywy symultanicznej. Sztuki plastyczne stosowały i stosują jeszcze wielkiej różnorodności zabiegi, wyjątkowe i fascynujące ale ustawiające się bardziej po stronie fascynacji niż po stronie zdegenerowanego tylko subiektywizmu i tylko emocjonalności. "Sztuka zbawi świat" jak pisał Dostojewski nie tylko przez bezinteresowność aktu twórczego.