Włodzimierz Trawiński "Pejzaż dwuznaczny" tempera, wys 30 cm, 2015 r.
Etykiety
- Galeria autorska (130)
- Galeria jednego dzieła (43)
- Prace studentów i uczniów (124)
- Uporządkowane martwe natury (23)
- Wiedza o kulturze (29)
- Wiedza o sztuce (24)
- Wydarzenia (107)
- Wypowiedzi myślicieli (4)
- Zapiski osobiste (21)
- Zbierkowskie i okoliczne pejzaże (19)
- Życzenia (51)
poniedziałek, 31 lipca 2017
Znaczenie surrealizmu
Wychodzę na werandę oszkloną, co moją malarską pracownią letnią jest i nic się nie dzieje. W radiu utwór muzyczny z frazą śpiewaną „..tęsknię..” i rytmem zdecydowanym. W planach utworu ni to z koncertu rodzaj dalekiego zaśpiewu, ni to żałosne ciche wycie na zasadzie zaśpiewu mojego kota, który lokuje się na parapecie zewnętrznym werandy i domaga się porcji jedzenia. Wstałem z krzesła z kawą w lewej ręce- kawą z ekspresu i z kurkumą- orientalną przyprawą i wyszedłem na zewnątrz. To nie kot. To jednak muzyka. Pomyślałem o roli niedocenianego surrealizmu który programowo w plastycznym wymiarze i wbrew tylko irracjomalności, oniryczności i tylko emocjonalności stosował naukowe zdobycze z dziedziny psychofizjologii widzenia- figury odwracalne, niemożliwe i wieloznaczne a także grę skalą itd. W telewizji i reklamie dwuznaczność jest nagminna. Kot ma się dobrze jak i masowy odbiorca sztuki w kraju. No tak. Jestem człowiekiem, mężczyzną, blondynem i wrażliwcem. Niemożliwe że jeszcze ciągnę. Tyle się odwróciło w żywocie. Z racji wieku dziś nie to jest ważne co onegdaj.
Wychodzę na werandę oszkloną, co moją malarską pracownią letnią jest i nic się nie dzieje. W radiu utwór muzyczny z frazą śpiewaną „..tęsknię..” i rytmem zdecydowanym. W planach utworu ni to z koncertu rodzaj dalekiego zaśpiewu, ni to żałosne ciche wycie na zasadzie zaśpiewu mojego kota, który lokuje się na parapecie zewnętrznym werandy i domaga się porcji jedzenia. Wstałem z krzesła z kawą w lewej ręce- kawą z ekspresu i z kurkumą- orientalną przyprawą i wyszedłem na zewnątrz. To nie kot. To jednak muzyka. Pomyślałem o roli niedocenianego surrealizmu który programowo w plastycznym wymiarze i wbrew tylko irracjomalności, oniryczności i tylko emocjonalności stosował naukowe zdobycze z dziedziny psychofizjologii widzenia- figury odwracalne, niemożliwe i wieloznaczne a także grę skalą itd. W telewizji i reklamie dwuznaczność jest nagminna. Kot ma się dobrze jak i masowy odbiorca sztuki w kraju. No tak. Jestem człowiekiem, mężczyzną, blondynem i wrażliwcem. Niemożliwe że jeszcze ciągnę. Tyle się odwróciło w żywocie. Z racji wieku dziś nie to jest ważne co onegdaj.
piątek, 28 lipca 2017
Jestem meteopatą
Jest lato deszczowe tego roku. A od rana czas zaczął działać liniowo. A „wstańkę” miałem bloodowo- krążeniową, czyli musiałem się zmusić do opuszczenia łóżka mimo powtarzanych sobie zapewnień- ale po cichu bo sam mieszkam, że pierwej pogrzebacz połknę niż wstanę przed 12 00. Był ranek grubo przedpołudniowy, gdy wziąłem się do pracy, denerwując się zejściowo prawie wobec atakujących i dźgających, głośnych w całkowitej ciszy zaszczekań znienacka mojego psa Jubla co z inteligenckiej rodziny filmowców jest. Jako i dar parę lat temu przywiezionego tu na wieś, gdzie Natura szczególnie działa w iluzorycznych nieco sceneriach leśno- łąkowych. Ni to szerszeń przeleciał,przeleci ni to pszczoła się we włosy zaplątała. Jakieś stwory owadzie gdzieś na ziemi. Kultura wysoka gdzieś daleko a może we mnie trochę, a masowa dopiero wieczorem się objawi telewizyjnie i filmowo.
Te zaszczekania to takie instynktowne ma -niezależnie od tego ile razy mu wytłumaczę strofując poza werbalnie że tego nie należy robić, to i tak siła wewnętrznego nakazu z biologiczności i natury płynąca jest większa od jego do mnie miłości psiej i bezwarunkowej. W świecie instynktów każdy robi swoje i chce przetrwać. Dobrze ze świat owy jest tak pojemny i zróżnicowany. A jako że my ludzie jesteśmy też i trochę zwierzęcy, to tylko westchnąłem milcząco i na wydechu i wziąłem się dalej za pracę wolno-zawodową. Jestem przecież meteopatą.
wtorek, 25 lipca 2017
Ten Tuwim to był niezły kij
„Ten Tuwim to był niezły kij” powiedziałby Jurek, były młody ksiądz uwielbiany przez młodych w małym mieście koło Poznania, i tam grający na gitarze w kościele, w czasie mszy i to w latach 80 –tych.
I w tych latach w akademiku Politechniki dziewczyny z Uniwersytetu w trójkowym jednym z wielu pokoju posiadały jedną płytę pocztówkową z kiepskim gramofonem. Zawsze po przyjściu z zajęć, już nie tylko dla odprężenia a raczej głównie z potrzeby lukrowanej romantycznej młodzieńczo- kobiecej miłości puszczały te jedyną płytę z utworem poetyckim Tuwima pt. „Wspomnienie” w wykonaniu jedynym godnym uwagi- czyli Niemena. I nie było by może w tym nic osobliwego gdyby nie to, że płyta była uszkodzona i zacinała się zawsze w jednym momencie odpowiadającym fragmentowi tekstu „..młodzik w chmurach prześwitywał jesienny..”. Jesienne słuchanie za ścianą tej muzycznej osobliwości, słaniało ni to do nostalgii, ni to do drobnej depresji. Jurek przepadł razem ze swoją żona lekarka i dziećmi. Ponoć mieszka w Holandii. Dziewczyny z akademika pewnie wkrótce wyszły za mąż. Tylko utwór „Wspomnienie” mimo lat zachwyca ciągle tak samo, a może i bardziej z upływem czasu.
Jedyny i osobliwy ciąg historii z przeszłości stanowi też o tym kim jesteśmy dziś. Mimo wszystko jest co wspominać.
„Ten Tuwim to był niezły kij” powiedziałby Jurek, były młody ksiądz uwielbiany przez młodych w małym mieście koło Poznania, i tam grający na gitarze w kościele, w czasie mszy i to w latach 80 –tych.
I w tych latach w akademiku Politechniki dziewczyny z Uniwersytetu w trójkowym jednym z wielu pokoju posiadały jedną płytę pocztówkową z kiepskim gramofonem. Zawsze po przyjściu z zajęć, już nie tylko dla odprężenia a raczej głównie z potrzeby lukrowanej romantycznej młodzieńczo- kobiecej miłości puszczały te jedyną płytę z utworem poetyckim Tuwima pt. „Wspomnienie” w wykonaniu jedynym godnym uwagi- czyli Niemena. I nie było by może w tym nic osobliwego gdyby nie to, że płyta była uszkodzona i zacinała się zawsze w jednym momencie odpowiadającym fragmentowi tekstu „..młodzik w chmurach prześwitywał jesienny..”. Jesienne słuchanie za ścianą tej muzycznej osobliwości, słaniało ni to do nostalgii, ni to do drobnej depresji. Jurek przepadł razem ze swoją żona lekarka i dziećmi. Ponoć mieszka w Holandii. Dziewczyny z akademika pewnie wkrótce wyszły za mąż. Tylko utwór „Wspomnienie” mimo lat zachwyca ciągle tak samo, a może i bardziej z upływem czasu.
Jedyny i osobliwy ciąg historii z przeszłości stanowi też o tym kim jesteśmy dziś. Mimo wszystko jest co wspominać.
poniedziałek, 24 lipca 2017

Teatr Usta Usta, spektakl "Cykl", Rynek Pobiedziska, 9. 07. 2017 r.
Teatr tradycyjny często operował iluzją przestrzeni (np zapisem pozornej przestrzeni z tle) i rzeczywistą przestrzennością z definicji istnienia sceny i np mebli, ludzi-aktorów). Ten spektakl zastosował celową grę między tymi jakościami i to w zwielokrotnionych scenach i sceneriach. Postaci i przedmioty grały z ich iluzyjnymi przedstawieniami (projekcje filmowe) uzupełniając się o ustalanie relacji przestrzennej za pomocą cieni też rzeczywistych i iluzyjnych. Każda scena posiadała rzeczywiste i iluzyjne drzwi. Spektakl tak formalnie przeprowadzony dotyczył ludzkiej kondycji w wymiarze egzystencjalnym i w wymiarze współczesności.
sobota, 22 lipca 2017
Odwracalność po okręgu
Mieszkam na wsi i jestem przywódcą stada. Okolica jak za czasów króla Popiela. Las głuchy dębowy. A po kolejne- życie toczy się po kole a nawet po kołach i to absurdalnie. Mam psa który uznaje moje przywództwo. Drugi pies (sołtysa Włodka) przychodzi często i uznaje przywództwo moje ale zależność od mojego psa. Razem gonią mojego kota który goni myszy (już nie moje) ale jak mu się chce, nie koniecznie jak jest głodny. Myszki są jakby pokrzywdzone i na końcu zależne od wszystkich. Nawet jak przypadkowo gonią dajmy na to nasiona słonecznika pozostawione na stole na noc i jakimś cudem toczące się po blacie, to i tak są przegrane. Tylko dziwne że czasem zwłaszcza na jesień jak leżę w łóżku i słychać chrobotanie śrutowanego styropianu w poszyciu dachu domku z drewna i to przez jakąś przyszłą mamę mysią to wszystko nagle się odwraca. Ale zjawiska pozostają w miejscu- po okręgu. Wtedy to ja robię się zależny i bezsilny. Bezsilny, bo spać nie mogę, a poza tym jak pomyśleć o szkodach i nadchodzącej zimie to robi się smutno. I tylko wokół Natura niezniszczalna, obojętna i dla zwierząt boska.
Żywot podobno kończy się na początku, a koło czy okrąg dzieje się jak część spirali.
Mieszkam na wsi i jestem przywódcą stada. Okolica jak za czasów króla Popiela. Las głuchy dębowy. A po kolejne- życie toczy się po kole a nawet po kołach i to absurdalnie. Mam psa który uznaje moje przywództwo. Drugi pies (sołtysa Włodka) przychodzi często i uznaje przywództwo moje ale zależność od mojego psa. Razem gonią mojego kota który goni myszy (już nie moje) ale jak mu się chce, nie koniecznie jak jest głodny. Myszki są jakby pokrzywdzone i na końcu zależne od wszystkich. Nawet jak przypadkowo gonią dajmy na to nasiona słonecznika pozostawione na stole na noc i jakimś cudem toczące się po blacie, to i tak są przegrane. Tylko dziwne że czasem zwłaszcza na jesień jak leżę w łóżku i słychać chrobotanie śrutowanego styropianu w poszyciu dachu domku z drewna i to przez jakąś przyszłą mamę mysią to wszystko nagle się odwraca. Ale zjawiska pozostają w miejscu- po okręgu. Wtedy to ja robię się zależny i bezsilny. Bezsilny, bo spać nie mogę, a poza tym jak pomyśleć o szkodach i nadchodzącej zimie to robi się smutno. I tylko wokół Natura niezniszczalna, obojętna i dla zwierząt boska.
Żywot podobno kończy się na początku, a koło czy okrąg dzieje się jak część spirali.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



